<< >> wszystkie blogi

Sajmarskie Bajania

Nie ma to jak dobra intryga - najważniejsze jest w końcu niewidoczne dla oczu ;)

Sajmarskie Bajania - Rozdział V

2021-06-07 22:19:45 · Skomentuj

Sajmarskie Bajania - Rozdział IV

2021-06-07 22:19:00 · Skomentuj

Sajmarskie Bajania - Rozdział III

2021-06-07 22:17:53 · Skomentuj

Sajmarskie Bajania - Rozdział II

2021-06-07 22:16:49 · Skomentuj

Sajmarskie Bajania - Rozdział I

2021-06-07 22:15:13 · Skomentuj
NA POCZĄTKU BYŁO... CICHO

Poranek był mroźny, czysty jak sumienie lisa w klatce. Wiatr szalał po bezchmurnym niebie wysoko ponad koronami drzew, od czasu do czasu pogwizdując popularną w tych stronach melodię. Poniżej poziomu szyszek, pogrążony w letargu świt nic o tym jednak nie wiedział. Opustoszały zimą trakt stał się ledwo widoczny pod świeżo spadłym śniegiem. Wąska przecinka wijąca się pomiędzy szpalerem jodeł zlewała się na horyzoncie z morzem białych drzew. Wszechobecny spokój był złowieszczy, przytłaczał.


Ukryta pod długim, czarnym płaszczem postać nadawała ton okalającej ją ciszy. Narzucony na pochylone czoło kaptur szczelnie zakrywał każdą emocję. Stojący o kilka metrów dalej Sajmonella wpatrywał się w nieruchomą zjawę z narastającym napięciem. Spod kruczoczarnej kapuzy nie wydobywał się żaden szmer, nie parował oddech.
Fajtera nie dziwił fakt, że płaszcz unosił się kilka centymetrów nad ziemią. Wiedział, kim była tajemnicza postać, wiedział, skąd przybyła, jak zwykle nie miał tylko pojęcia po co. Poczuł znajomy ucisk świadomości w myślach. Magiczna czy nie, telepatia zawsze nieprzyjemnie osaczała.

- Com rzekł, rzekłem – wyszeptał przemarzniętymi ustami. Ucisk wzmógł się, lecz po chwili zelżał, by w końcu zniknąć zupełnie. Jedno mrugnięcie powiekami później odzianej w czerń postaci już nie było. Rozpłynęła się w porannych odmętach absurdu tak szybko, jak się pojawiła. Młody jeszcze fajter chuchnął w skostniałe dłonie i ruszył powoli w dalszą drogę.

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi