< > wszystkie blogi

Łasucha Fasolkożercy tajny blog

czyli PurkusiaKuchatka małe co nieco

Polityczny post gulaszowy.

9 August 2013
Bo kiedyś, to były takie czasy, że można było sobie podjeść zdrowo solidnego węgierskiego gulaszu, przegryzając go świeżym polskim chlebem o chrupiącej skórce, i popijając chłodne, orzeźwiające czeskie piwo czekać na wiedeńskie ciasto czekoladowe i parzoną kawę, nie ruszając się z kraju pod miłościwym panowaniem CysorzaNaszegoPana.
I komu to w sumie przeszkadzało?



 A teraz jest jak jest, świeżej słoniny w domu nie było i trzeba się było zadowolić olejem rzepakowym.

Ale nie uprzedzajmy faktów.
Póki co, w akcji udział wzięli:
- szynka wieprzowa,
- cebula i czosnek,
- niewielka cukinia,
- pomidory,
- papryka czerwona i rożek,
- ziemniaki i marchew, oraz...
- przyprawy podstawowe.



Ziemniaki zostały pokrojone w kosteczkę i wraz ze słupkami młodej marchewki wylądowały w rondelku zalane taką ilością zimnej wody, żeby tylko były przykryte. Osolone i postawione na ogniu.



Szynka została pokrojona w kostkę, cebula w kosteczkę, po czym cebula wylądowała na patelni z nagrzanym olejem do zeszklenia, a mięso do rondla, na bardzo rozgrzany olej.





Mięso sobie skwierczało radośnie w zetknięciu z gorącym olejem, więc aby każdy kawałeczek doznał takiej samej radości należało zawartość mieszać.



Kiedy cebula się zeszkliła, czyli po dosłownie chwilce, dorzucono do niej drobno krojone ząbki czosnku, wymieszano i pozostawiono na ogniu jeszcze pół chwilki. Tyle, żeby cebula nie zdążyła się przez przypadek zrumienić.
Po czym patelnię zestawiono z ognia do przestygnięcia.



A kiedy to sobie przestygło, dosypano łyżkę i ciut słodkiej papryki.
Zdjęcie poniżej przedstawia ciut.



Przemycono szczyptę mielonego kminku, nikt się nie skapnął.



Na to sypnięto trochę mielonego, czarnego pieprzu.
Zdjęcie przedstawia trochę. To to ciemne na wierzchu.



Dwie solidne szczypty soli.
To to białe na wierzchu.



Po czym wszystko zostało dokładnie wymieszane na pastę.



Która do tego czasu zdążyła prawie całkiem wystygnąć.

Pasta wylądowała na wierzchu podsmażonego już mięsa w sosie własnym, i została przelana szklanką zimnej wody.
Z kranu.
A co.
Bo to dobra woda jest.



Po wymieszaniu łychą, rondel przykryto i zostawiono - niech się dusi.



Następnie wszystkie warzywa zostały przerobione na kawałki nieortodoksyjną metodą "w kostkę jak leci".



W tym właśnie momencie, rzut oka na zgromadzone miseczki z gotowymi warzywami i na rondel z duszącą się zawartością, spowodował wyartykułowanie jakże odkrywczego: - Eee...

Tak więc zawartość rondla przewędrowała do gara, którego objętość wypełniono kolejno: cukinią, papryką i pomidorami.







Jak łatwo zauważyć w kolejności kolorystycznej - od najjaśniejszego do najciemniejszego.
A na wierzch poszła łyżeczka majeranku.
I szczypta cząbru.



I znów pod przykrycie, żeby się to dusiło ze sobą w sobie.



Kiedy ładnie wszystko puściło soki, a papryka zmiękła, próba organoleptyczna wykazała: - jakieś takie, słodkie?



Zdecydowanym ruchem dołożono dwie łyżeczki koncentratu pomidorowego celem przełamania.



A! bo w między czasie, to ziemniaki zdążyły się ugotować i woda odparować całkiem nieźle, tak że wiele jej przy odcedzaniu w kanał nie poszło.

Ale wracając do gara głównego.
Gdy zawartość zagotowała się z koncentratem, a papryka zmiękła, dosypano łyżeczkę czubatkę ostrej papryki, jeszcze pieprzu i szczyptę soli. Albo i dwie. 



Wymieszano, dorzucono ugotowane ziemniaki z marchewką i zostawiono jeszcze chwilkę na ogniu.



Dochodziło to sobie później pod przykryciem.

I tak to jakoś.
Bez smalcu.
Nie po bożemu.
Ale teraz to i zegarka według pociągu nie ustawisz, i posła we Wiedniu nie mamy, a i żaden urzędnik sobie w łeb z rewolweru nie pali żeby honor zachować - takie czasy
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
  • Moje subiektywne poglądy i opinie. Można się z nimi zgadzać albo nie. Obowiązku nie ma. Za jakiekolwiek skutki stosowania w życiu codziennym nie odpowiadam. Ach, bym zapomniał... oczywiście "może zawierać śladowe ilości orzechów". I fasoli.
  • Informuj mnie o nowościach na blogu
  • RSS blogu PurkusKuchatek
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi